środa, 19 czerwca 2013

MOJA SZKOŁA

Kiedy na Śląsku dziecko rozpoczyna naukę w szkole dostaje od rodziców róg obfitości czyli "tytę".Zabiera się ja do szkoły jako symbol końca beztroskiego  dzieciństwa a początek obowiązków szkolnych.Zwyczaj pozostał z okresu ,kiedy Śląsk był pod panowaniem niemieckim i trwa do dzisiaj .


Mój pierwszy dzień w szkole

Ja  z koleżanką Danką

Siostra Jola


Siostra Beata


                                         STARE FOTOGRAFIE I POCZTOWKI WYSZUKANE W SIECI























































1 września 1965 r rozpoczęłam nauę w klasie pierwszej w Szkole Podstawowej nr 6 im .Stefana Żeromskiego w Świętochłowicach. Szkoła mieściła się w starym przedwojennym budynku ,do którego przez lata mojej  nauki dobudowano pawilony z salą gimnastyczną ,biblioteka oraz klasopracowniami.Starą część zajmowały młodsze klasy .Pomieszczenia były duże ,jasne ,umeblowane ławkami z otworami na kałamarze.Na głównej ścianie wisiała tablica i mapa Polski .Mama kupiła mi przepiękny skórzany tornister , pachnące drukiem  książki ,drewniany piórnik z wysuwaną linijką ,szare zeszyty i jakieś inne drobne przybory szkolne .Najważniejsza książką w tamtych czasach był "Elementarz " Mariana Falskiego " z którego uczyłam się pierwszych liter i czytania.


Tak wyglądał mój Elementarz

Tak wygląda nowe wydawnictwo z roku 1990



W szkole obowiązywały granatowe mundurki z białymi wykrochmalonymi kołnierzami oraz tarcze z numerem szkoły.



Mundurek ucznia



Do szkoły chodziło się sześć razy w tygodniu ,nie było wolnych sobót ,a skala ocen to 2 - 5 .Moją wychowawczynią na osiem lat została pani Helena Harężlak. Uczyła nas J. polskiego i biologi .W klasie pierwszej pisaliśmy stalówkami ,które często się łamały  robiąc plamy z atramentu.Były przypadki ,że kałamarz cały wylał się na kartki zeszytu i musieliśmy go przepisywać.Kleksy to była zmora każdego ucznia. Na gimnastyce obowiązywały granatowe szarawary i biała koszulka..Kto zapomniał zmiennych tenisówek nie został wpuszczony na salę gimnastyczną albo ćwiczył boso.Nauczyciel to była świętość .Był szanowany i traktowany z respektem .Dyscyplina w szkole była większa a młodzież  była inna..Za niewłaściwe zachowanie wylatywało się za drzwi i trzeba było przyjść z rodzicami ,albo dostawało się po łapach linijką.Na przerwach nie było mowy o bójkach ,musieliśmy grzecznie spacerować wzdłuż korytarzy ,albo wychodziliśmy na boisko szkolne grając w klasy ,gumę , czytaliśmy książki albo powtarzaliśmy materiał na następna lekcję.Podręczniki do następnych klas  trzeba było odkupywać od starszych koleżanek i wymieniać między sobą .Nowe dostawali tylko prymusi albo były na talony.Obowiązkowo uczono nas j.rosyjskiego ,który traktowano na równi z j.polskim.Uczestnictwo w pochodzie 1-majowym było obowiązkiem każdego ucznia.Przygotowania do tego święta rozpoczynały się dużo wcześniej ,robiliśmy biało czerwone kwiaty ,flagi i transparenty .Na akademiach szkolnych z okazji świąt narodowych obowiązywał także strój galowy.,a rocznice rewolucji pażdziernikowej to było święto nie tylko szkoły ale i całego narodu..W prawie każdej szkole była higienistka i gabinety ,lekarski i stomatologiczny. Systematycznie badano wzrok  a dentystka  chodziła po klasach podczas lekcji wyciągając wskazanych uczniów na leczenie zębów.Do dzisiaj mam szóstki leczone w szkole.Od dziecka noszę okulary a  w tamtych czasach wyśmiewano się z okularnic..Chowałam moje patrzołki do tornistra jak tylko wchodziłam do szkoły i potem miałam trudności z przepisywaniem tekstu z tablicy. Broń Boże jak trafiłam na higienistkę nie mając okularów na nosie.W szkole należałam do chóru i PCK.Uczono nas oszczędzania w SKO,musieliśmy co miesiąc wpłacać chociażby symboliczną złotówkę.Chodziliśmy na czyny społeczne ,sprzątając miasto,sadziliśmy drzewka i zbieraliśmy makulaturę oraz butelki.Naszym hasłem  było"Chronisz lasy ,zbierając makulaturę".Dzisiaj drukuje się tyle niepotrzebnych ulotek ,które zazwyczaj trafiają do kosza.Sami robiliśmy pomoce naukowe,suszyliśmy kwiaty i rośliny na zielniki,robiliśmy albumy roślin i zwierząt.Na zajęciach z techniki uczyliśmy się szycia ,cerowania i gotowania.Nie było komputerów a słowniki i encyklopedia była rzadkością w domach.Siedziało się po lekcjach w bibliotekach przepisując całe stronice życiorysów i innych wiadomości potrzebnych na lekcje.Lektury szkolne oprócz nowel naszych autorów to głównie książki radzieckie "Timur i jego drużyna " "Samotny biały żagiel" Los człowieka".Na muzyce śpiewaliśmy głównie pieśni patriotyczne,ludowe i harcerskie.W klasach był widoczny podział na grupy.Dzieci rodzin inteligencji -rodzice zajmowali wysokie stanowiska,stać ich było na wszystko,ciuchy kupowane w peweksach,nowe podręczniki oraz przypory z komisów.Druga grupa to uczniowie robotników pracujących w hutach i na kopalniach.Były to zazwyczaj rodziny wielodzietne ,uboższe.Pierwsze farby plakatowe dostałam na gwiazdkę od rodziców mając 10-12 lat i byłam bardzo szczęśliwa.Pierwsze prawdziwe kredki w metalowym pudełku -czechosłowackie dostałam będąc na koloniach jako nagroda za prowadzenie kroniki kolonijnej.
Moja klasa z wychowawczynią  Panią Heleną Harężlak



Książeczka SKO





Tak wyglądała  szkolna legitymacja PCK



Mój małżonek w klasie trzeciej

klasa mojego męża



W klasie pierwszej lub drugiej była taka czytanka o dziewczynce i jej lalce Petroneli. Nauczyłam się czytać tą czytankę dosyć płynnie do miejsca, w którym padało imię lalki  Petyonela, za nic nie umiałam wypowiedzieć  tego słowa a padało w czytance dosyć często.Miałam wtedy dosyć poważne jak na dziecko kłopoty ,nawet nie chciałam iść do szkoły bo bałam się że będę czytać na głos o przygodach nieszczęsnej Petroneli.Po latach już nie sprawia mi kłopotów wyraz Petronela.


    
PORCELANOWA PETRONELA


Jest lalką z mojej kolekcji ,ma 45 cm wysokości .Lalka sygnowana Midori-Zasan z1982 r.



Lalka Petronela ogląda Elementarz


Chyba szuka czytanki na jej temat


Znalazła znajome teksty

Wygląda jak prawdziwa uczennica



Matematyka nigdy nie była moją mocną stroną, szczególnie tabliczka mnożenia. Podczas przepytywania na lekcji rzadko udało mi się podać prawidłowy wynik.Dostałam od pani ultimatum-tydzień na nauczenie się całej tabliczki. Kułam całymi dniami.Nadszedł dzień ,w którym musiałam zdać liczenie.Nauczycielka pytała mnie a ja nic nie mogłam sobie przypomnieć ,myliłam wyniki.Kazała mi przyjść na drugi dzień z matką i w jej obecności pytała mnie po raz drugi.Jakie było zaskoczenie mojej mamy i nauczycielki kiedy bez błędnie podałam wszystkie wyniki mnożenia i dzielenia. Od tego czasu nigdy już nie miałam problemu z tabliczką mnożenia.Moje córki znają ta historię ,opowiedziałam im ją w czasach kiedy one rozpoczęły naukę..Nie miały takich kłopotów jak ja.W każdej wolnej chwili będąc w ich towarzystwie  powtarzałam z nimi  tabliczkę mnożenia i dzielenia ,nawet zmywając naczynia ,czekając na przystankach  oraz w czasie zabawy.

  


Petronela uczy się matematyki  na starym liczydle





  

Nie wiem dlaczego pamiętam ze szkoły tylko złe historyjki ,przecież tych dobrych było więcej.Zadanie domowe z geografii - temat ;"Opisz krajobraz Sląska'"Moi rodzice pracowali na drugiej zmianie a ja do póżna biegałam po podwórku.Wieczorem zabrałam się do odrabiania zadania domowego.siedziałam nad zeszytem i nic nie wchodziło mi do głowy.Byłam senna i zmęczona. Poszłam spać zostawiając na stole kartkę dla mamy z prośbą o napisanie  mi tego wypracowania.Mama wróciła z pracy około 23 i mimo swojego zmęczenia opisała mi krajobraz Sląska.Wstałam wcześniej niż zwykle ,przepisałam wypracowanie do zeszytu i szczęśliwa poszłam do szkoły.Przed lekcją geografii moja koleżanka Brygida namówiła mnie abym jej dała spisać moje zadanie ponieważ nie odrobiła swojego.Długo nie musiała prosić.Podsunęłam jej swój zeszyt i spisała słowo w słowo.Na lekcji pani  Harężlak sprawdzając zadania zauważyła podobieństwo pracy domowej.Mieliśmy ten sam tekst i te same błędy ortograficzne .Zadna z nas nie chciała się przyznać do ściągania więc obie dostałyśmy niedostateczną ocenę.Po powrocie do domu mama chciała koniecznie wiedzieć na jaka ocenę napisała.,doznała rozczarowania nie znając prawdy.Poznała ją dopiero na następnym zebraniu rodziców.Gdybym wtedy rano nie przepisywała w pośpiechu ,bezmyślnie tekstu i nie narobiłabym błędów nie było by tej historii.Na ogół byłam spokojną uczennicą ,chociaż nie raz dostałam po łapach za nic.Nasza wychowawczyni była sprawiedliwa ,nie było winnych dostawała cała klasa ,bez wyjątków.Lata spędzone w szkole były piękne i niezapomniane.Z koleżanką Krysią przyjażnię się do dzisiaj .chociaż obowiązki rodzinne i zawodowe nie pozwalają na zbyt częste odwiedziny .Pani Harężlak wychowała nas na porządnych ludzi i mimo, iż była surowa i wymagająca nigdy jej nie zapomnę.Jej słowa często powtarzałam moim córką -" Kiedy zaczniesz się uczyć ? W maju jak zaczną kwitnąć kasztany ?"Pouczające słowa zostaną na zawsze w mojej pamięci.Organizowała nam przepiękne wycieczki,uczyła poznawać kulturę ,historię wielu zakątków Polski. Prawdziwy pedagog z sercem matki.Interesowała się naszym życiem nie tylko w szkole ale wiedziała wszystko co dobre i złe po za nią ..Pomagała w nauce i życiu.Dbała o nasze zdrowie psychiczne i fizyczne. Uboższym  uczniom załatwiała zapomogi,darmowe posiłki w szkole ,wyjazdy na kolonie podczas wakacji.Uczyła jeszcze długo w naszej szkole. po latach w pokoju nauczycielskim spotkała się z własnymi uczennicami Jolą Szalecką i Jagodą  Cuber ,które zostały nauczycielkami.



Tak wyglądały świadectwa szkolne mojego męża





Wycieczka  3 dniowa do Warszawy,moja klasa ,Pani Harężlak stoi w jasnej bluzce z lewej strony,ja na górze w środku w białym kołnierzyku





Nasza klasa 








1 komentarz:

  1. Zawsze zastanawiałam się co dzieci nosiły w tych dużych rożkach czy tam były cukierki ? hmmm sporo by ich tam było.

    OdpowiedzUsuń